Zbiór wypocin okraszonych moimi łzami i nieprzespanymi nocam

Miejsce, gdzie każdy może się pochwalić pisanym przez siebie słowem

Zbiór wypocin okraszonych moimi łzami i nieprzespanymi nocam

Postprzez Bejeden » 15 paź 2016, o 01:05

Nie mam bladego pojęcia co mi strzeliło do głowy, że postanowiłem wyciągnąć na światło dzienne i blask fleszy to co pisałem w 2014 roku. Z Perspektywy czasy rażą mnie błędy, składnia i tak na dobrą sprawę wszystko co jest w tym zawarte. Ale wiecie co? haha chrzanić to i tak je tutaj wrzucę. Ale, żebyście nie pomarli wszyscy od razu na sam początek wrzucę dwa z nich.

No to po zjechaniu samego siebie na początek oraz zapewnieniu sobie mniejszej ilości czytelników pora na crème de la crème. Poniżej znajdziecie dwa moje teksty/opowiadania/ creepypasty. Tak na dobrą sprawę sam nie wiem co to jest. Jestem otwarty na krytykę, hejt oraz na jakieś pozytywne komentarze. Życzę miłej lektury oraz mam nadzieję, że nie wypali wam oczu.

Mad Wise


Ile razy miałeś tak, że każdy któremu starałeś się pomóc, każdy na kim ci zależało odszedł?
Ani razu? Więc usiądź i posłuchaj moją historię…

Siedziałem w kącie, krew ściekała po przerażająco białych kafelkach ścian mojego pokoju.

~Dominik nie możemy tu zostać! Weź się w garść!

Słyszałem jak mówił do mnie, ten przez którego zostałem sam. To właśnie przez niego trafiłem tutaj. Psychiatryka, najgorsze miejsce na świecie. Nie polecam tego miejsca nikomu…
Może zacznijmy od początku… Nazywam się Dominik i jeszcze do niedawna byłem zwykłym nastolatkiem, miałem swoje problemy, swoje radości i swoje miłości. Ale nie mogło to trwać wiecznie prawda?
Pewnego dnia umówiłem się z moją największą miłością Olą. Wszystko wyglądało normalnie, przeszliśmy się po parku i usiedliśmy nad oczkiem wodnym. Rozmowa kleiła się dobrze, trochę się pośmialiśmy.
W pewnym momencie ona chciała mnie pocałować, ale ja… Złapałem ją za twarz i z całej siły odepchnąłem ją w przeciwną stronę…
Spojrzała ma mnie, nic nie powiedziała. Wstała i pobiegła w stronę wyjścia.
Nic nie zdołałem zrobić, spojrzałem na ręce i powiedziałem.

~Co się ze mną dzieje?
~A jak myślisz? – Powiedział głos w jego głowie
~Wise coś ty zrobił? – Krzykną wściekle
~To co należało już dawno – wymamrotał to śmiejącym się głosem
Kłóciłem się z nim chwilę. W pewnym momencie podszedł do mnie jakiś dzieciak, spojrzał na mnie i powiedział.
~Hej stary wszystko ok?

nie powiedziałem nic, poczułem momentalny prąd który przeszył całe moje ciało. To było jak w grze wideo, tylko moment, wystarczył tylko ułamek sekundy. Wyjąłem ze spodni mały scyzoryk i jednym szybki ruchem wyjąłem nóż. Dzieciak chciał uciec ale ja go złapałem. Szybko rzuciłem go na ziemie i chwyciłem go za szyje i zacząłem go bić. Po chwili złapałem nóż i dźgnąłem go kilka razy w plecy. Chciał krzyknąć ale zatkałem mu usta ręką i powiedziałem.

~Ciii nie krzycz, to nie będzie bolało…

W oczach chłopaka było przerażenie, jego spojrzenie dodawało mi mocy. Jak by cierpienie kogoś sprawiało, że jestem silniejszy.
Zdziwił mnie fakt, iż dookoła nie było ludzi. Tym lepiej dla mnie, zero świadków, zero kogokolwiek.
Widząc jak dzieciak stara się wyrwać powiedziałem.

~Nie ładnie, chciałeś uciec wiec czeka cię kara…

Po tych psychopatycznych słowach rozciąłem mu gardło, powoli widziałem jak jego życie spływa na brudny beton.
Gdy tylko skończyłem rozchyliłem mu skórę na gardle i złapałem jego tchawicę. Ten chciał krzyknąć z bólu ale nie miał już siły. Wyrwałem mu ją, był to akt największej agresji jaki widziałem.
Po chwili wstałem i wrzuciłem jego ciało do oczka wodnego. Jego tchawicę zaś powiesiłem na pobliskim drzewie…
Jeszcze ze świeżą krwią na rękach podszedłem do kamiennego wodopoju i umyłem się.
Przez dość długi czas nie docierały do mnie żadne bodźce ze świata, cały czas powtarzałem sobie.

~To się nie stało, to nie ja, jak mogłem to zrobić…

Przez większość dnia łaziłem bez sensu po mieście, starając się unikać kontaktu z ludźmi. Gdzieś tak koło godziny 19,23 zadzwoniła do mnie mama i zapytała mnie gdzie jestem. Ja nie zwlekając powiedziałem, że będę nocował dzisiaj u kumpla. Co oczywiście było kłamstwem
Nie mogłem wrócić do domu, nie po tym co zrobiłem.
Przysiadłem na niewielkim mostku, który był umiejscowiony nad rzeczką w środku lasu.

~Wise! – krzyknąłem z całych sił
~Słucham cię – odpowiedziała mi wysoka smukła postać. Jego skóra była niemal że całkiem biała jego włosy
natomiast były w każdym odcieniu czerwieni. Jego oczy były całkiem czarne ale można było je dostrzec nawet w kompletnej ciemni.
~Ty skurwysynu dlaczego zabiłeś tego chłopaka?
~Ja? Ależ to Ty miałeś krew na rękach – zaśmiał się złowieszczo.
~Nie wkurwiaj mnie bardziej, i dlaczego uderzyłeś Ole?
~Bo jej Kurwa nie lubię, a ten dzieciak? Nie spodobał mi się – powiedział drwiąco
Nie wytrzymałem, to już zaszło za daleko. Nie wiedziałem co zrobić lecz w pewnym momencie wyjąłem scyzoryk i poderżnąłem sobie gardło. W tym momencie serce skoczyło mi do gardła. Zobaczyłem jego… Była to mało wyraźna postać, z pustymi oczodołami i wystającymi zębami.
~Wypierdalać! – krzyknąłem i zamknąłem oczy.

Po chwili poczułem chłód przeszywający moją szczękę i ranę na szyi. Otworzyłem oczy i ujrzałem go.
Moja pierwsza tulpa, psychopata stał naprzeciw mnie, sam we własnej osobie. Usłyszałem dziwny przerażający głos, jakby sam Diabeł przemawiał do mnie.

~To nie takie proste, zabiorę cię później – te słowa były wypowiedziane powoli i szyderczo.

Serce na chwilę mi stanęło wydaje mi się, że to przez tą całą krew którą straciłem. Zemdlałem nie wiem jednak ile tam tak leżałem, obudziłem się po przez głośny, przeraźliwy krzyk. Zerwałem się na równe nogi wyrywając małą rurkę z ramienia.
Po chwili zobaczyłem salę na której leżałem. Miała ona kształt kwadratu, cała wysadzona białymi kafelkami.

~G…gdzie ja jestem? Wise odpowiadaj! – Wrzasnąłem
~Ooo proszę, nasza śpiąca królewna się obudziła – powiedział z chamskim uśmiechem na ustach – a jak myślisz kretynie? Te białe kafelki, kraty w oknach. To psychiatryk – zaśmiał się złowrogo i wskazał na kamerę – oni widzę jak do mnie mówisz – przerwał mu huk otwieranych dziwi…
Zanim cokolwiek dostrzegłem usłyszałem jakiś głos

~Szybko panowie złapcie go!

Nie zdążyłem się bronić, dwóch wielkich i dobrze zbudowanych mężczyzn łapało mnie i gdzieś za wlokło. Po chili byłem w ciemnym pomieszczeniu, jedynie jakaś mała żarówka oświetlała mnie i stuł obok łóżka do którego byłem przywiązany.
Próbowałem się wyrywać, ale można się domyśleć na czym skończyły się moje próby.

~Wypuście mnie stąd! – krzyknąłem
~Spokojnie, Jeśli będziesz grzeczny i posłuszny to nic ci się nie stanie. – Powiedział czyjś głos zza moich pleców.
Jakaś postać zbliżała się do mnie, powoli stukając butami o posadzkę.
~Jesteś w bezpiecznym miejscu – Posiedziała ta sama postać lekko wyłaniając się po mojej lewej
~Skończ pierdolić – wrzasnąłem wściekle – nie jestem debilem, wiem gdzie jestem i co mnie czeka
~Więc tym bardziej powinieneś być spokojny
Postać wzięła jakąś strzykawkę ze stolika i jednym ruchem wbiła mi ją w ramie. Cała jej zawartość krążyła w moich żyłach. Czułem jak tracę powoli kontrolę nad ciałem ale mimo to mogłem nim jeszcze ruszać.
~Teraz powiedz mi, z kim rozmawiałeś w pokoju?
~Pierdol się psycholu – powiedziałem plując postaci w twarz
~Nie ładnie – usłyszałem i poczułem mocne uderzenie pod żebra
~Łajdaku! Jesteś taki silny to odwiąż mnie i wtedy spróbuj.
~Dobrze – powiedział z lekkim uśmiechem – jak sobie życzysz.

Moje pasy zostały poluzowane, natychmiast podbiegłem do stolika i złapałem niewielki skalpel.
Po chwili poczułem mocne uderzenie w plecy, zachwiałem się i odruchowo machnołem ręką w tamtym kierunki lecz nie napotkałem oporu.

~Teraz przegiąłeś śmieciu – wyszeptałem, i poczułem nagłą rządzę krwi. Teraz byłem jedynie maszyną do zabijania
Usłyszałem cichy szmer przesuwanych stóp, od razu skoczyłem w tamto miejsce i poczułem czyjąś klatkę piersiową. Pomyślałem, że to moja okazja. Zacisnąłem rękę na rękojeści skalpela i szybkim ruchem przeleciałem nim po całej długości ciała.
Krew trysnęła mi na twarz, postać padła na ziemię i lekko się czołgała na ziemi.

~Nie tak szybko, zabawa dopiero się zaczyna – powiedziałem z psychopatycznym uśmiechem na ustach.
Ukucnąłem przy niej i wbiłem skalpel w ramię tej postaci. Uderzyłem parę razy w jej klatkę piersiową aż usłyszałem dźwięk łamiących się kości. Głośne krzyki i wołane pomocy zaogniało moją żądzę mordu.
~Nie krzycz tak, to dopiero chwila z naszej zabawy – zaśmiałem się.
Wyrzuciłem połamane kości które leżały luzem, następnie włożyłem rękę w otwarte ciało. Tego krzyku nie sposób było opisać, był taki piękny i koił moje uszy…
Po jakichś dziesięciu minutach zabawy postać przestała oddychać. Wyjąłem skalpel z jej ramienia i poderżnąłem jej gardło wyrywając tchawicę.
~Tak szybko? Nie potrafisz się bawić – Powiedziałem uśmiechając się – no nic idziemy dalej.
W Tym momencie usłyszałem otwierane dziwi schowałem się w ciemności pokoju i czekałem. Do Sali weszła dwójka mężczyzn to ta sama dwójka która mnie tu zaciągnęła.
~Czas na zapłatę – szepnąłem do sienie i powoli podszedłem za nich.
~Gdzie jesteś pojebie!? – krzyknął jeden z nich
Zaśmiałem się i powiedziałem
~Haha za wami…

Odwrócili się szybko, lecz nie wystarczająco szybko. Jednym ruchem rozciąłem im gardła. Padli na ziemie jak dwa żelbetonowe bloki. Wyrwałem jeszcze im tchawicę i pomaszerowałem przez długo biały korytarz.
Błąkałem się po zakładzie jakiś czas unikając walki, personel wszczął stan wyjątkowy. Byłem już prawie przy wyjściu, tak niewiele brakowało bym się stamtąd wyrwał. Lecz zgubiła mnie moja brawura. Ktoś mnie uderzył w plecy z teleskopowej pałki i okładał mnie chwilę.
Straciłem przytomność i obudziłem się w małym, białym pokoju który w oknach miał kraty.

~Kurwa! – Krzyknąłem – Wise coś ty najlepszego zrobił?
~Uratowałem ci dupsko więc nie dramatyzuj…
Pomyślałem chwilę i zdałem sobie sprawę, że ma rację. Kiwnąłem głową i powiedziałem.
~Masz rację, ale nie myśl, że jestem debilem. To przez ciebie tu jestem, to wszystko twoja wina!
~Spokojnie księżniczko – powiedział z fałszywym uśmiechem – zapomniałeś? To Ty mnie wymyśliłeś, sam jesteś sobie winien.
~Ale byłeś moim przyjacielem – krzyczałem ze łzami w oczach – co się z tobą stało?
~Ze mną nic. Jestem tobą, a w zasadzie tą częścią ciebie którą maskowałeś. Chciałeś płakać to ja płakałem, chciałeś pociechy pocieszałem. Chciałeś mordu, zabiłem – mówił nienaturalnie ludzko, a jego uśmiech zmienił się w krzywy grymas z rzędem ostrych, szpiczastych zębów – ale to ostatnie mi się spodobało.

Nie mogłem tego słuchać, na samą myśl o tych wszystkich mordach poczułem ścisk w żołądku i opróżniłem go na podłogę.
Błąkałem się po pokoju patrząc na przerażająco białe kafelki. Starałem się pozbierać myśli.
Pierwszy raz tak bardzo nie miałem żadnych pomysłów.

~Wise! Teraz nic nie zrobisz?
Na pryczy pojawił się Wise, leżał na nim i dłubał sobie w zębie. Spojrzał na mnie z politowaniem, już chciał coś powiedzieć ale zdążyłem mu przerwać.
~No dalej, powiedz coś POMÓŻ nam!
Wstał z sarkastycznym fochem i podszedł do krat w oknach, następnie przeszedł się po pokoju i stanął przed drzwiami.
~Nic nie zrobisz, masz przejebane
Wkurwiłem się i kazałem mu zniknąć.
Nie wiem ile spędziłem w tym przeklętym i opuszczonym przez boga miejscu. Przez miesiące faszerowania mnie jakimiś prochami i poddawania licznymi testami coś we mnie pękło.
Pewnego dnia ze stołówki jakimś cudem, nie wiem jakim zabrałem plastikowy nóż i pomaszerowałem grzecznie do pokoju. Długie godziny wpatrywałem się w nóż zastanawiając się co mam zrobić. W pewnym momencie podniosłem go i krzyknąłem.

~Mam dość was wszystkich.

I machnąłem ostrym końcem w swoje gardło, było już jakieś dwa centymetry od mojego gardła ale coś zatrzymało moją rękę.

~Już mówiłem kochanie, to nie takie łatwe – usłyszałem śmiech, a przed moimi oczami pojawił się najgorszy, najstraszniejszy widok jaki w życiu widziałem.
~Czemu mi nie pozwalasz zdechnąć? Odpowiadaj!
~Gdzie w tym zabawa?

Przez małą kamerę zamontowaną w lewym rogu pokoju, do tego pomieszczenia wparowała trójka pielęgniarzy i złapało mnie. Byłem bity godzinami, cały czas chcieli wiadomości z kim rozmawiam.
W pewnym momencie zaprowadzili mnie do pokoju. Już myślałem, że umrę tam kompletnie sam. Lecz w pewnym momencie ujrzałem, że moje łóżko jest lekko rozwalone. Natychmiast złapałem poziomą belkę i pociągnąłem kilka razy, udało się. Wyrwałem ją i machnąłem parę razy, dalej pamiętałem jak machać.
Nie bacząc na nic zbiłem lampę aby mój pokój stał się całkowicie ciemny. Stanąłem pod ścianą i czekałem, czekałem aż kolejny śmiałek wejdzie do mojego pokoju.
Przez dłuższy czas nikt nie przychodził, straciłem już nawet nadzieję, że ktokolwiek przyjdzie. Zacząłem powoli przysypiać mogło to oznaczać, że jest już po 22 stwierdziłem tak ponieważ zawsze o tej godzinie czuję się śpiący. Coś przerwało mój stan, słyszałem kroki które zbliżały się do mojego pokoju. Natychmiast wstałem i przykleiłem się do ściany , byłem zaspany i prawie upuściłem metalową rurkę z łóżka. Zaciskając dłoń na tej prowizorycznej broni delikatnie ruszyłem w stronę dziwi.
Nagle otworzyły się, a do pokoju wszedł główny doktor. Doskonale znałem tą twarz, to ten człowiek był odpowiedzialny za wszystkie „przesłuchania”
~No już – odpowiedział wysoki męski głos – wyjdź i daj sobie pomóc.

Nic nie powiedziałem ukryty w ciemności miałem jakąkolwiek szansę aby spieprzyć z tego pieprzonego kurwidołka.

~Jeśli nie wyjdziesz będziemy zmusze… - przerwałem mu
~Co zrobicie sukinsyny? Co jeszcze możecie mi zrobić? Dać więcej leków, pobić mnie? Już się was nie boję. O nie teraz to jedynie chęć mordu – powiedział przeze mnie Wise psychopatycznie wesoło
Doktor przeraził się i chciał cofnąć się za dziwi lecz zanim to zrobił zatrzasnąłem je i powiedziałem.
~Proszę oto i ja jak sobie życzyłeś. Teraz powiedz jak mam cię zabić?
Doktor zapalił niewielką lampkę przymocowaną przy pasku i zaświecił w stronę gdzie jeszcze chwilę temu widział otwarte dziwi. Sztuczne, białe światło oświetliło moją twarz Doktor chwycił nóż wojskowy.
~Haha dziękuje mój drogi, że przyniosłeś mi nóż. Skąd wiedziałeś, że to moja ulubiona zabawka? – Wise zaśmiał się, ja się zaśmiałem…
Mężczyzna nie wytrzymał i rzucił się na mnie, zrobiłem krok i uderzyłem go w plecy. Zawył nieznacznie i wyprostował się.
~Łajdaku
~Zamilcz – krzyknąłem – zamilcz, to nie ja tu jestem łajdakiem to WY trzymacie mnie tu jak zwierzę, jak śmiecia!
~Jesteś nim! – powiedział z wściekłością Doktor – Jesteś nikim!

Po tych słowach ogarnęła mnie wściekłość, przypomniałem sobie słowa rówieśników z czasów szkolnych. Wszystkie obelgi i smutki uderzyły mnie jak cegła. Zacisnąłem dłoń i rzuciłem się na niego.
Pierwszy cios zadałem mu pod żebra, następne po kolei w kolana, żebra, bark.
Kiedy krzyczał i błagał o litość wpadłem w trans, tłukłem go rurką jak maszyna, jak był by workiem ziemniaków.
Gdy już ledwo żył złapałem jego wojskowy nóż a następnie delikatnie i powoli rozciąłem mu gardło chciał krzyczeć lecz nie miał już sił. Chwilę bawiąc się jego krtanią słuchałem jego bezproduktywnych błagań a przynajmniej próbował wydać z siebie jakieś dźwięki.
Miałem już dość tego, złapałem jego krtań i powoli wyciągałem ją z ciała. W tym momencie usłyszałem otwierane dziwi, w progu stanęła młoda kobieta i spojrzała na mnie i upuściła niewielką tacę. Krzyknęła głośno i powoli zaczęła się cofać. Spojrzałem na nią i powiedziałem bardzo powoli, bardzo cicho i bardzo wesoło.

~Jesteś następna, nie bój się, to nie będzie bolało…

KONIEC


Uff dożyliście? Tak? to świetnie! teraz pora na coś zdecydowanie krótszego oraz mniej hmm jak by to ująć? Nieprzyjemnego dla oka. Panie i panowie, ludzie i ludziska, szanowna raso pradawnych kapłanów oraz Reptilian zapraszam na CP pod pięknym tytułem "Czarny Wisielec".

Czarny Wisielec
"Wszystko czego się boimy siedzi w naszych snach. Nigdy nie wiesz kiedy sen zmieni się w rzeczywistość"


Ciemność.

Jedyne co widziałam była ciemność, czułam pod sobą trawę ale nie mogłam wstać. Nagle ciemność ustąpiła a moim oczom ukazał się wielki, przerażający las. Otoczyła mnie gęsta mgła i ledwie widziałam własne palce. Stałam tam jakiś czas bałam się i nie byłam w stanie nawet się ruszyć. W pewnym momencie usłyszałam głośny, przerażający i nieludzki krzyk

-Biegnij!

Przerażona zaczęłam biec po drodze wpadłam w krzak róż, który rozciął moje nadgarstki. Słyszałam jedynie cichy szmer coś powoli zbliżało się w moją stronę więc szybko wyjęłam ozdabianą zapalniczkę i po kilku próbach się zapaliła. Przede mną stała kobieta z pustymi oczodołami oraz opadniętą szczęką. Chciałam krzyknąć, lecz jedyne ci udało mi się wykrzesać z gardła to cichy jęk. Zbliżyła się i tym samym nieludzkim głosem powiedziała:

- Biegnij!

Szybko pobiegłam w przeciwnym kierunku, aż nagle po dłuższej chwili trafiłam na drzewo.
Było to największe drzewo jakie w życiu widziałam, dookoła niego rozrastały się gęsto suche ciernie. Upadłam na kolana, raniąc się ponownie po czym Spojrzałam na drzewo, błagając o pomoc.
Zalana łzami ujrzałam między gałęziami chłopca, jego ciało było całe czarne i jedyne co było widać był sznur oraz przerażająco sterylnie białe oczy. Błagałam dalej lecz on… on tylko patrzył na mnie i owinął sznur wokół szyi. Widziałam jak jego kolana się uginają a on zaczyna się chwiać. Patrząc na mnie otworzył usta i wyszeptał

- To wszystko twoja wina - po czym runął całym ciężarem w dół.

Dźwięk zaciskającej się liny oraz krztuszenia się wirował przez chwilę w mojej głowie po czym straciłam przytomność.

Potem była już tylko ciemność…

KONIEC
Avatar użytkownika
Bejeden
Aktorzy
Dźwiękowiec
 
Posty: 31
Dołączył(a): 5 cze 2015, o 01:28
Mikrofon: Samson Go Mic

Re: Zbiór wypocin okraszonych moimi łzami i nieprzespanymi n

Postprzez nici » 17 paź 2016, o 00:22

Przebrnęłam przez "Czarnego wisielca" i początek pierwszego opowiadania :twisted: .
Ogólne uwagi:
- interpunkcja, interpunkcja i jeszcze raz interpunkcja,
- składnia (boli mocno),
- błędy fleksyjne,
- nadużywanie zaimków osobowych,
- "(...) aż nagle po dłuższej chwil" - to jak w końcu? Nagle czy po dłuższej chwili? ;)

Patrzysz obrazem, za co plus. Trochę gorzej z ujęciem tego. Sam pomysł ciekawy :)

Doceniam próby twórcze, pisz dalej! :) Ziarenko jest, niech kiełkuje.
Avatar użytkownika
nici
Aktorzy
 
Posty: 56
Dołączył(a): 23 sty 2015, o 16:46
Mikrofon: M-Audio Vocal Studio

Re: Zbiór wypocin okraszonych moimi łzami i nieprzespanymi n

Postprzez Pantincer » 24 paź 2016, o 10:13

Jak na sam początek całkiem nieźle, staraj się szlifować umiejętności :D i wrzucaj tu następne dzieła ;)
Pantincer
 
Posty: 4
Dołączył(a): 3 paź 2016, o 12:20


phpbb31 themes

Powrót do Kącik literacki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron