Spodziewaj się kary

Miejsce, gdzie każdy może się pochwalić pisanym przez siebie słowem

Spodziewaj się kary

Postprzez Exar-kun » 17 paź 2013, o 11:51

Hejka ^^
Zapraszam do lektury. Może wrzucę kolejne części.


I
Twarz i zapijaczone czerwone oczy przyprawiały ją o obrzydzenie. To samo owłosiony brzuch i brudna skóra. Mogłaby zabić go już teraz, chciała jednak zrobić to w chwili, gdy mężczyzna zupełnie straci czujność. W tej chwili jednak patrzyła ponętnie na niego, jej okrągłe piersi zostały zupełnie odsłonięte, sama położyła lubieżnie nogę na jego kroczu.
- Podoba ci się?
- Hee he, tak… ale przejdźmy już do rzeczy.

Ten idiota myśli, że lecę na jego władzę. No cóż, zaraz się gorzko zdziwi.
Usiadła na nim, niepewnie, podciągając spódniczkę, łaskocząc go delikatnie po karku. Mężczyzna zadrżał z pożądania. Ta kobieta potrafiła zachowywać się tak pociągająco, że sam siedział onieśmielony, mimo, że w życiu przeleciał już niejedną powabną dziwkę.

Nie siedzieli w pierwszej lepszej melinie. Jako, że Bran Hoggins trzymał w ręku pokaźną część półświatka, odpowiedzialną za kasyna i salony gier we wschodniej części Dashing City, mógł pozwolić sobie na co najmniej czterogwiazdkowe apartamenty. To był właśnie jeden z nich. Od czasu, gdy klepał biedę i pracował jako morderca na zlecenie nie oduczył się jednak złych nawyków takich jak chociażby nieregularne dbanie o higienę. Mirine nie było go szkoda. Zresztą gołymi oczami widziała zło otaczające tego człowieka, niczym zamknięta, brudna aura. Jej, i nie tylko jej zadaniem było likwidowanie takich jak on.

Tymczasem przywarła do niego piersiami. Jego łapska wędrowały po jej czystej, idealnej skórze. Pan Hoggins całkowicie zatracił się w erotycznej przygodzie, zwłaszcza po lekkim ruchu biodrami dziewczyny. Schyliła się do niego i oparła podbródek na barku. Kiedy goryle łapy zabrały się za ściąganie spódnicy w szkocką kratę, otworzyła szeroko usta i rozerwała mu zębami tchawicę. Mogła użyć noża, zatrutej igły, własnych ograniczonych zasobów magii. Załatwienie sprawy w ten sposób sprawiało jej jednak większą przyjemność. Mogła nacieszyć się szkaradną śmiercią szkaradnego człowieka, przy okazji wyssać z niego nieco jego energii duchowej (Żałośnie małej, ponieważ ofiara nie korzystała z magii, jednak, gdy Mirine miała okazję zwiększyć swoją energię, korzystała z niej). Zresztą czuła taką pewność siebie, że nie spodziewała się zostawić jakichkolwiek śladów.

Gdy mężczyzna, z szeroko rozwartymi oczami zakrztusił się własną krwią, złapał się za szyję, próbując zatamować krwawienie, Mirine pokręciła głową. Kopnęła go w twarz łamiąc nos i pozbawiając przytomności, potem sięgnęła pod łózko po miskę, chwyciła Brana za włosy i wykrwawiła go do miski jak prosiaka. Gdy ewidentnie przestał oddychać, krwawić, związała mu sprawnie szyję bandażem, żeby nie zabrudził po drodze jej nowo kupionej skórzanej kurtki.

Mirine nie wierzyła w pecha. Był on ludzką wymówką na wszelkie niepowodzenia, spowodowane ich nieudolnością lub niefortunnym przypadkiem. Teraz jednak w tym momencie wszystkie szczęśliwe gwiazdy nieba odwróciły się od niej i wypięły na nią swój świecący tyłek. Rozległo się pukanie do drzwi.

Mirine zaklęła. Musiała jeszcze pozbyć się krwi z miski, wypłukać ją, zabrać truposza i wynieść go w bezpieczne miejsce. Nie było na to czasu.
-Panie Hoggins? Wszystko w porządku? – odezwał się ktoś za drzwiami.
Umiałaby odpowiednio modulować głos przy pomocy magii…. Gdyby się przykładała na zajęciach swojej mentorki.

Niech to szlag. Nawet nie mam koszulki na sobie.
Ktoś, kto stał za drzwiami rozpoczął próby forsowania drzwi. Po drugim uderzeniu drzwi wyraźnie się poddały. Kopnęła miskę wypełnioną krwią pod łóżko, chwyciła mężczyznę, przerzucając go przez ramię, jakby ważył co najwyżej 10 kg i pognała do okna.
Przy samym jednak wylocie zaczepił modnymi wtedy rzemykami o klamkę. Czwarte uderzenie, ozdobne drzwi wyleciały z zawiasów. Hotel niestety zaoszczędził na środkach bezpieczeństwa, pozostając przy standardowym systemie zamków na klucz. Kto zresztą mógłby się włamać w tak pilnie strzeżonym miejscu? Na każdym piętrze na korytarzu stał stróż. Możliwe, że to on wyważał drzwi.

Mirine już nie było. W ostatniej chwili puściła trupa, o mało co sama się w niego nie zaplątała. Pech jest wymysłem nieporadnych ludzi? Dobre sobie. Wściekła kopnęła z całej siły blaszany kosz, który poszybował na 30 metrów. Jak się teraz z tego wytłumaczy wielkiej matce?



II
Wielka Matka była starą kobietą, zasiadającą na żelaznym tronie z zadziwiającym jak na jej wiek wdziękiem. Purpurowa jedwabna suknia w greckim stylu otulała jej ciało, w ręku trzymała stary drzewiec. Gdy otworzyła usta, Mirine ujrzała jej ostre jak brzytwa zęby. Pomimo jej łagodnego na pozór wyrazu twarzy, ten oraz parę innych szczegółów przyprawiało ją o prawdziwe dreszcze. W całej Sferze była ona uznawana za królową zemsty. Wszystkie stworzenia Sfery, biorące jakikolwiek odwet musiały z nią skonsultować prawa oraz uzyskać jej pozwolenie. Mirine należała do kasty Erynii. Erynie wbrew pozorom mogły przybierać jakąkolwiek postać, ta cecha była wspólna dla nich wszystkich, niezależnie od ich magii. Prawie wszystkie zatem decydowały się być pięknymi kobietami. Tylko jedna Wielka Matka przybrała tę niezbyt zachęcającą formę, przypominając o swojej mądrości i niezaprzeczalnej dominacji. Sama była niezwykle starą Erynią, liczącą sobie ponad siedemset lat.
- Czy możesz mi wyjaśnić jak do tego doszło? – zapytała z wyraźnym chłodem w głosie.
Mirine niespokojnie wierciła się na eterycznej posadzce przed tronem w sali audiencyjnej.
- Zawiodłam, Wielka Matko – schyliła delikatnie głowę.
- I tylko tyle? Nie masz mi nic do powiedzenia?

Mirine spojrzała w bok, jakby musiała się tłumaczyć z najwstydliwszego wspomnienia swojego krótkiego życia. Krótkiego, bo w porównaniu do Wielkiej Matki Abeleine była zaledwie dzieckiem. 50 lat. Erynie żyły, dopóki pozwalały im na to siły duchowe. Większa siła oznaczała długowieczność. Mirine nie spodziewała się przeżyć więcej niż 150 lat.
- Naprawię to. Muszę ich tylko odpowiednio zwieść. Podrzucić fałszywy trop.
- Czy ty sobie ze mnie dziecko żartujesz? – odrzekła z niesmakiem – powiedz mi ,co stało się z twoim naszyjnikiem pamiątkowym z ukończenia szkolenia?

Mirine zamurowało. Naszyjnik był co prawda pamiątką, jednak delikatna ilość mocy, która go wypełniała mogła policjantom zrobić poważny mętlik w głowie. Zostawiła go. Zostawiła go u tego brudasa. Nie mogła pozwolić, by coś takiego trafiło w niepowołane ręce. Nie mogła pozwolić, by wydała się prawda dotycząca przechodzenia na tamten, a właściwie „ten” świat. Nie mogła dopuścić wyjawienia tajemnicy o aniołach zemsty, jakimi były Erynie, a także systemu panującego w Sferze. Doprowadziłoby to do religijnego rozłamu. Ludzie przestaliby wierzyć w jednego Boga. W ogóle przestaliby wierzyć. I przez to stracili całą ponadprzeciętną siłę, którą dysponują. Trzeba odzyskać dobre imię. I naszyjnik.
- Nie mam go. Straciłam go podczas ostatniego zlecenia.

Wielka Matka podniosła się z wielkim gniewem z tronu. Uderzyła potężnie drzewcem o podwyższenie, na którym ulokowany był tron, a w sali zrobiło się ciemno. Okna przysłoniły skrzydlate postacie, które usiadły niezgrabnie na balkonach, podpartych filarami. Harpie. Brzydkie stworzenia, o ptasiej twarzy (nie dosłownie! Ale z wyglądu przypominały), skrzydłach i ptasich nogach, zakończonych szponami. Nie miały one rąk. Dzikość ich zachowań kazała nie polegać specjalnie na ich bardziej człowieczej stronie. Człowieczej…. Jakiej znowu człowieczej...
- Nie każ mi skorzystać z ich usług – warknęła matka. – masz trzy dni na naprawienie sprawy. Jeżeli oni odkryją magiczne właściwości naszyjnika, będzie po naszej Sferze. Istniejemy tylko dzięki ich wierze w Boga. Gdy skończy się wiara i my się skończymy.

Kroki szeleściły po jesiennym wyściełaniu chodnika, gdy komisarz Lawes, razem ze śledczą Wither opuszczali miejsce zbrodni. Wozy policyjne zatrzymały się wokół. Komisarz kazał reszcie policjantów zabezpieczyć teren, podczas gdy on pojedzie ze śledczą na komisariat zebrać odciski ze szklanki i naszyjnika. I co najważniejsze – z miski. Mordercą musiała niewątpliwie być kobieta.
- To musiała zrobić kobieta – zastanowiła się młoda śledcza o blond włosach
- To akurat oczywiste. Nie zamykałby się półnagi na klucz z mężczyzną. Zastanawia mnie, dlaczego nie zabrała ze sobą naszyjnika? Wygląda na cenny. Dlaczego nie wylała krwi? Zapomniała?
- Może się spieszyła? Słyszałeś co powiedział lekarz. Mężczyzna zginął nie dalej jak 15 minut przed naszym przyjazdem.
- I jak niby wyszła? Przez okno? Przecież znajduje się na wysokości 25 metrów nad ziemią. – nie dawało to Lawes’owi spokoju. Śledcza Wither przytaknęła.
- Mnie osobiście martwi sposób, w jaki mężczyzna zginął. Ewidentnie rozszarpana szyja…. A następnie owinięta gazą. Tak jakby psychopata się zabawił, ale nie chciał zostawić śladów.

Lawes westchnął. Tyle rzeczy pozostaje niewyjaśnionych w tej sprawie. Zabójca się ulotnił. Przeszukali cały pokój. A przez zamknięte drzwi nie mógł uciec. Trupa znaleźli pod oknem. To nie ma najmniejszego sensu. Jakim cudem kobieta uniosłaby taki ciężar? Co więcej… jak zamierzała przenieść ciało przez okno i co zamierzała z nim zrobić?

Weszli do samochodu i przekręcił kluczyk w stacyjce. Śledcza Wither pracowała z nimi zaledwie 3 miesiące. Miała jednak bystry umysł i wniosła do śledztw, w których brała udział bardzo dużo. Miejmy nadzieję, że i tym razem tak będzie. Samochód nie odpalił. Niech to szlag. Położył teczkę z dowodami na tylnym siedzeniu, miskę obok i wyszedł z samochodu. Po szybkiej inspekcji sytuacji pod maską powiedział przez otwartą szybę:
- Zaczekaj na mnie. Zaraz wracam.
Exar-kun
 

phpbb31 themes

Powrót do Kącik literacki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron