"Dzieciak" - Z cyklu zommer udaje, że umie pisać

Miejsce, gdzie każdy może się pochwalić pisanym przez siebie słowem

"Dzieciak" - Z cyklu zommer udaje, że umie pisać

Postprzez ZommeR » 18 paź 2013, o 17:13

Dzień dobry, dobry wieczór w zależności kiedy to czytacie. (Tak, przydługie przywitanie musi być)
Z braku laku (w tym przypadku nudy) na lekcjach zacząłem pisać sobie ot taki ogólny zarys powieści który mi w głowie kiełkuje już od jakiegoś czasu i postanowiłem wreszcie przelać to na papier w jakiejś bardziej rozwiniętej wersji.

*Werble*
Powieść w aktualnym stanie nazywa się "Dzieciak" po prostu. Dlaczego tak? Bo... tak. Najbardziej lubię mroczne klimaty gier, filmów jak i książek i choć sam chciałbym umieć pisać w takich realiach to nie potrafię bo nie jestem pisarzem. Zaraz ktoś mi może zarzucić, że nie trzeba być pisarzem żeby to i tamto. Zrugacie mnie już poniżej Jest to prawdopodobnie kompletny pierwszy rozdział którego wciąż mam ochotę przemianować w prolog ze względu na jego długość ale jakoś prolog mi w tym przypadku... nie pasuje.

Rozdział I - Poznanie
Dzieciak co krok odpychał się od ściany. Szedł w ciemnym i klaustrofobicznym korytarzu, była tam masa ludzi. Jedyne myśli jakie do niego nadchodziły to ucieczka. Im był dalej tym zataczał się jeszcze bardziej, słabł z każdym oderwaniem stopy od ziemi. Dzieciak przestał wyraźnie widzieć, miał krew na oczach a za nim ciągnęła się linia krwi. Nikt z tamtejszych ludzi nie podał mu ręki, wszyscy mieli swoje problemy, co chwile rzucając bluźnierstwami na wszystkie strony świata. Wielu z ludzi których tam mijał było w podobnym stanie do niego albo już nie żyło. Pierścień na jego palcu emanował czerwienią. Wyciągnął rękę przed siebie, wszystko rozmywało mu się przed oczami jednak wyraźnie widział czerwoną błyskotkę. Co to do cholery jest? Takie myśli ciągle zaprzątały mu głowę, już nawet dobrze nie pamiętał skąd to ma. Po prostu miał go na palcu. Zresztą nie miał czasu zaprzątać tym sobie głowy. Dzieciak doszedł do końca korytarza i poleciał przed siebie.

Chłopak leżał na środku zimowego pola, był na wpółmartwy. Kolor którym emanował jego pierścień słabł z każdą minutą. Wydawało by się jakby spędził tam ogromną ilość czasu. W oddali dało się słyszeć kroki. Jego wciąż działająca część mózgu mówiła mu, że wszystko co słyszy jest daleko we mgle, dzieciakowi pozostało już tylko odejść w spokoju. Na śniegu rozciągała się ogromna plama krwi która źródło miała ukryte gdzieś w jego długich szatynowych włosach i przy jego żebrach. Wciąż jednak słyszał kroki, raz za razem były one głośniejsze. Coś się zbliża, myślał. Z oddali wyłaniała się postać odziana w czarny płaszcz i kapelusz. W powietrzu które się za nim ciągnęło można było wyczuć zapach tytoniu. Był nałogowym palaczem a w jego ustach znajdowało się cygaro. Wypuścił kłąb dymu który unosił się jeszcze długo na tle jasnego nieba. Podszedł do dzieciaka i uważnie mu się przyjrzał. Zamachnął się tylnią nogą i kopnął go w bok. Chłopak zakaszlał krwią. Na twarzy nieznajomego malowało się wyraźnie zdziwienie. -Kto by pomyślał, że żyjesz - Mruknął pod nosem. Dzieciak wyciągnął rękę do góry, jego pierścień już prawie nie świecił. Nieznajomy szybko zrozumiał przesłanie. Chłopakowi zostało mało czasu. Bez namysłu zdjął z siebie płaszcz i porządnie zabandażował mu żebra. Kiedy część krwawienia ustała wziął go na ręce i udał się w kierunku z którego przyszedł. Wiedział, że jeśli spędzi jeszcze trochę czasu na dworze to dzieciak umrze.

Obcy stał teraz przed swoim domem, nie miał już w ustach cygara. Kiedy byli w połowie drogi do domu zaczął padać śnieg, a dzieciak był jeszcze bledszy niż w momencie kiedy go znalazł. Wciąż trzymał chłopaka na rękach, po chwili zastanowienia nieznajomy podszedł do drzwi, z mniejszymi trudnościami przekręcił klucz i otworzył drzwi. Budynek był przepełniony ciepłym powietrzem które teraz wylewało się na zewnątrz. Wybawiciel dzieciaka wszedł do domu i położył go na dużej skórzanej sofie. Podszedł do ogniska i dorzucił kilka drewienek do ognia. Dzieciak otworzył jedno oko. -Leż spokojnie, jeszcze trochę - Zareagował na to obcy. Ruszył w stronę kuchni która była sporej wielkości pomieszczeniem, były w niej drzwi do salonu, jadalni jak i schody na piętro. Rozejrzał się szybko i zobaczył szafkę w której trzymał wszelkiego rodzaju bandaże, gazy czy lekarstwa. Otworzył ją i wyjął z niej tabletki przeciwbólowe i kilka bandaży. Zaraz po tym nalał jeszcze wody do szklanki i wrócił do dzieciaka który powoli znów był wśród żywych. Zabandażował mu część głowy i zdjął sporo skrzepniętej krwi z jego włosów. Podał mu do ręki tabletki i szklankę wody. Dzieciak połknął je niemal natychmiast. -Odpoczywaj, później porozmawiamy - powiedział i spojrzał na dzieciaka z politowaniem. Chłopak położył się i usnął niemalże natychmiast. Nieznajomy myślał chwilę nad zdjęciem z niego płaszcza i zamienienia go na bandaż jednak szybko zrezygnował z tego pomysłu. Poszedł w stronę holu gdzie odruchowo chciał zdjąć swój czarny płaszcz. -Stare nawyki- rzucił po czym zaraz zaklął. Ściągnął z głowy czarny kapelusz i odłożył buty na swoje miejsce. Właśnie zdał sobie sprawę jak bardzo jest mu zimno. Wrócił do kuchni. Wyjął z szafki kawę i włączył ekspres. W czasie gdy jego ulubiony napój był robiony on sam wyjął z szafki papierosa, już nie cygaro, i podpalił go jednym zwinnym ruchem ręki. To prawie jak kolejny nudny wieczór, myślał. Z tą różnicą, że ten nie jest nudny. Odebrał kawę z ekspresu i z papierosem w ustach wrócił do salonu. Usiadł w fotelu obok sofy na której spał właśnie dzieciak. Zaczął wpatrywać się w pierścień dzieciaka. Nie świecił już w ogóle, był po prostu czerwony. Czyżby źle odebrał to co próbował mu przekazać chłopak? Sam już nie znał odpowiedzi na to pytanie. Szybko opróżnił kubek z kawą, dopalił papierosa, ogrzał się przy kominku i usnął zanim ktokolwiek by się zorientował.

Dzieciak i obcy śnili o tym samym. W ich snach od dawna malowała się wizja porzuconego miasta na środku białych pustkowi. Nie widzieli siebie nawzajem, jednakże oboje robili to samo. Szli przez miejsce z dala od ras które zamieszkiwały te ziemie. Nie słyszeli nawet szmeru wiatru, wszechogarniająca pustka i dźwięk kościelnego dzwonu który dzwonił nieubłagalnie co jakiś czas to jedyne co było słyszane. Kiedy byli w odległości kilkunastu metrów od miasta sen obcego wypełniła ciemność, nie czuł już nic. Był w tym stanie jeszcze chwilę czasu kiedy nagle coś pociągnęło go za jeden z kocich wąsów. Jego całe ciało przeszły dreszcze a on sam obudził się. Ujrzał przed sobą twarz dzieciaka. Zobaczył brudnego chłopca o długich szatynowych włosach z błękitnymi oczami. Z samej twarzy można było wywnioskować, że dzieciak był silny i umiał się bić. Spojrzał znów na górną część jego głowy, wciąż był na niej bandaż. W pewnym sensie obcy był szczęśliwy, że chłopak przeżył jednakże nie wiedział co o nim myśleć. Nie wie nawet, co skłoniło go do zaopiekowania się nim. -Hmm... Należysz do rasy koto-podobnej? - To pierwsze słowa dzieciaka odkąd nieznajomy go uratował. Jak na swój wiek ma bardzo niski głos, patrząc również na jego wzrost ciężko było by rozpoznać go z tłumu dorosłych ludzi. -Nie mylisz się, jestem kotem. Warto też wspomnieć, że moje wąsy nie służą do rozbawiania dzieci - Odpowiedział kocur. -Więc jak cię zwą kocie? - Spytał dzieciak. -Nie mam imienia, byłem sierotą -Rzucił. -Więc nie masz imienia, to tak samo jak ja. Jak dorobiłeś się takiego domu nie mając niegdyś dachu nad głową? - Zadał kolejne pytanie. -Jestem kotem, przebiegłym i niemiłym kotem i lepiej dla ciebie żebyś o tym pamiętał - Odpowiedział luźno. -Przebiegły i niemiły co? To prawie jak ja. -Odrzucił. -Gdybyś był choć trochę przebiegły czy inteligentny nie musiałbym zdrapywać cię ze śniegu. Właściwie ile ty masz lat? -Kot odwrócił role. -Urodziłem się na początku roku 2991, czyli mam 14 lat. Za niecałe 3 miesiące będą moje 15 urodziny -Odpowiedział po krótkim namyśle. -Wybacz, ale raczej nie będę ich świętował z tobą. Co ty tam właściwie robiłeś? Na tych polach i... co to za pierścień? -Kot zadał kolejne pytanie. -Szedłem przez ciemny korytarz pełen ludzi opierając się o ścianę, już wtedy byłem w takim stanie w jakim mnie znalazłeś. Kiedy doszedłem do wyjścia spadłem na sam dół i tak znalazłem się na tamtym polu. Co do błyskotki... zdobyłem to -urwał. -Przepraszam, to pamiątka po czymś ważnym dla mnie, nie pamiętam po czym, ale czuję, że było to dla mnie bardzo cenne -Odpowiedział chłopak wyrwany z zamyśleń -Nie mam pojęcia jak się tam pojawiłeś, w tamtym miejscu nie ma żadnego budynku, jest tam okrągłe nic -Odrzekł kocur. -Nie mam powodu żeby kłamać, swoją drogą, co ty tam robiłeś? Chyba nie powiesz mi, że akurat przechodziłeś podczas śnieżycy po polu i mnie znalazłeś -Spytał kota. -Po prostu... Ciężko to ubrać w słowa. Czułem, że muszę udać się w tamto miejsce i... Znalazłem tam ciebie -Odpowiedział kot. -Bardzo łatwo ufasz ludziom -Zauważył dzieciak. -To nie tak, że ufam każdemu. Po prostu nie wyczuwam, żeby czternastoletni dzieciak próbował mnie okłamać. Którą mamy godzinę? -Kocur spróbował zmienić temat. -Kilka minut po północy -Rzucił dzieciak. -Więc wracajmy do spania, obudź mnie gdzieś o 11 albo 12 -Powiedział. Kot Wstał z fotelu i poszedł do swojego pokoju. Zdjął z siebie wszystkie ubrania i bez prysznica położył się to łóżka. Tym razem usypiał dłużej.

-23.10.2013-
Dzień dobry, rozdział III jest już na ukończeniu więc pozwolę sobie zamieścić część II. Jak zawsze wszystko co jest jakieś takie bez ładu i składu poniżej a tym czasem zapraszam do lektury. Krócej od I ale III powinien być jeszcze dłuższy.


Rozdział 2 - Kot

Dzieciak obudził się przed świtem, zdał sobie sprawę, że to była krótka noc. Rozejrzał się po salonie i porównał go do tego, który wczoraj zatarł mu się w pamięci. Zmienił się, wczoraj mimo późnej nocy kominek, który teraz już zgasł, nadawał pomieszczeniu ciepłe kolory. W rzeczywistości salon był przestronnym pomieszczeniem z którego odchodziły przejścia do każdej części domu. Na pierwszy rzut oka rzuca się charakterystyczna skąpość wystroju. Chyba każdy kto to zobaczył wiedziałby, że mieszka tu ktoś skąpy a jednocześnie niebiedny.

Kocur wciąż spał, na zegarze wybijała właśnie 11. Jego pokój był urządzony lepiej niż salon. Miał on tutaj pokaźną kolekcję cygar, papierosów i whisky z każdego rocznika. Dzieciak który właśnie wszedł do jego pokoju stwierdził, że ktoś kto zbiera tyle rzeczy musi mieć strasznie nudne życie albo być dziwakiem. W końcu dziś już każdy pali elektryczne papierosy. Ten kot na pewno nie był normalny. Chłopak spojrzał na zegar i doszedł do wniosku, że czas obudzić jego nowego współlokatora. Podszedł do łóżka na którym leżało wyrośnięte zwierze i szarpnął go za wąs, czego tak bardzo kocur nie lubił. Dzieciak musiał mieć nie małą radość z tak beztroskiego denerwowania innych. Od lat uważa siebie za sadystę co chyba z nieuprzejmością idzie w parze. Kiedy kot został obudzony od razu wyciągnął pazury, tak bardzo pochłonął go sen, że zapomniał o swoim gościu. -A... To tylko ty, mówiłem ci gnojku żebyś nie dotykał moich wąsów -Zaczął zrzędliwie. -Po co ja cię w ogóle prosiłem o budzenie? Już jesteś beznadziejny -Dodał z nutą ironii w głosie. -Przepraszam... Chociaż nie, teraz przepraszam, okłamałem cię -Dzieciak odpowiedział tak obojętnie jak tylko się dało. -Co planujesz dziś zrobić? -Spytał kot próbując zejść na jakiś inny temat. -Odpoczywać. W twoim domu jest ciepło a co najważniejsze masz tu ciszę i spokój. Niczego innego nie chcę -Odpowiedział na pytanie.

Kot stał teraz na balkonie swojego domu i popijał whisky, rozmyślał nad losem który spotkał dzieciaka. Oboje byli sierotami jednak jemu coś nie dawało spokoju. Niekiedy rozmyślał nad dziwnym pierścieniem chłopaka a innym razem o jego pojawieniu się na środku śnieżnego pola. Kocur wziął łyka whisky i spojrzał na datę która widniała w etykiecie - Rok 1999. Jego myśli zeszły na bardziej błahy temat, jak nikt nie wypił tego alkoholu od ponad stulecia. To go teraz zastanawiało, jednakże nie na długo. Na balkonie pojawił się dzieciak. Mimo, że zwykły człowiek nie usłyszałby go, to kot zorientował się od razu. -Kocie -Zaczął zmieszanie chłopak. Kot uniósł jedną z brwi do góry. Mimo tego, że nie zwracał na dzieciaka uwagi to jednak uważnie go teraz słuchał. -Czy będę musiał odchodzić? -Spytał próbując zostawić swój głos tak obojętnym jakim mówił od samego początku. -Czy będziesz musiał odejść? Nie mam zamiaru trzymać tutaj wiecznie nienażartego dzieciaka który tym bardziej nie może dowiedzieć się wielu rzeczy na temat mój i miasta -Odpowiedział bez najmniejszych emocji w głosie, choć tak naprawdę te słowa bolały go gorzej niż jakiekolwiek inne. Nie znał chłopaka zbyt dobrze, ale na samą myśl o zostawieniu go na pastwę losu zaczynał ściskać go żołądek. Zdawał sobie jednak sprawę, że rzeczywistość w której żyje jest inna niż świat który widział ten dzieciak. Mimo, że oboje byli sierotami kot nauczył się tylko na własnym doświadczeniu jak przetrwać. Do dziś pamięta, że nie raz on też był w takim stanie jak osoba którą uratował. -Kocie posłuchaj mnie -Kocur został wyrwany z rozmyślań, ale on też miał mu coś ważnego do powiedzenia. -Nie dzieciaku, ty posłuchaj rady przerośniętego zwierzaka który żyje w tym dziwnym świecie -Zaczął. -Jesteś sierotą, nie. Obaj jesteśmy sierotami, jeśli zostaniesz przy mnie na dłużej prędzej czy później zostaniesz wciągnięty z czarne interesy, przekręty i inne okrucieństwa -Zaczął swój wywód. -Sam mogę znaleźć pracę, to że będę mieszkał u ciebie oznacza iż będę dokładał się do opłat -Dzieciak typowym ignoranckim tonem wtrącił się do kociego monologu. -Wyobrażasz sobie widzenie tej samej osoby przez długi czas, rozmawianie z nią, wspólne jedzenie śniadania czy picie kawy patrząc sobie w oczy i zdając sobie sprawę, że nic o sobie nie wiemy? -Spytał chłopaka, ton jego głosu jest niezłomny i wciąż tak samo stanowczy. -Oboje jesteśmy sierotami, sam tak powiedziałeś. Więc czym się różnimy? -Odpowiedział pytaniem na pytanie. -Jak zostałeś sierotą? Jak sobie radziłeś do tej pory? Ja do 8 roku życia miałem ciągle zmieniane rodziny, właśnie z powodu mojego charakteru. Jak JA sobie radziłem? Sprzedawałem importowane papierosy, lewe części elektroniczne i tego typu rzeczy na czarnym rynku. Wiesz kiedy zaczął się mój nałóg? Kiedy zacząłem sprzedawać na ulicy -Kot wciąż patrzył przed siebie, jego ogon wykonał nieznaczny ruch. Przypomniały mu się wszystkie bolesne chwile których musiał doświadczyć by przeżyć. -Nawet nie wiesz, ile osób... ilu moich przyjaciół teraz gryzie ziemie pochowanych gdzieś przed miastem nie mając nawet nagrobku, nikt o nich nie pamięta. Przejdź się po tym domu, wyczuwasz tu radosną aurę? Nie, ten dom przepełniony jest smutkiem i pamięcią za wszystkimi którzy odeszli -Mówił dalej. Kot mimo bólu który czuł przy tych wspomnieniach, mimo zimnych twarzy jego przyjaciół których właśnie widział w swojej głowie był szczęśliwy. Mógł wreszcie się tym z kimś podzielić, z kimś kto doświadcza tego samego co on kiedyś. Jednak kocur nie był pewien czy chce go chronić, kiedyś marzył o tym by ktoś podzielił jego los. By kogoś również spotkało tyle nieszczęścia ile jego. -Wiesz czego zawsze chciałem? Kogoś kto podzieli mój los i mnie zrozumie -Tak zakończył kot. Dzieciak niczego więcej już z siebie nie wydusił. Stał w miejscu a z jego twarzy można było odczytać charakterystyczną nutę zamyślenia. Koty są zmienne a on sam nie wiedział czego chce, to właśnie rozumiał dzieciak. Z jednej strony pragnie kogoś do kogo może wyciągnąć pomocną dłoń, innym razem zamartwia się o niego... Nie. Dzieciak właśnie uświadomił sobie, że był w błędzie. Kot nie boi się o mnie, on boi się, że znów straci kogoś mu bliskiego. Ostatecznie jednak powróciły dziecięce marzenia o osobie która zrozumie jego ból. O kimś kto również będzie na skraju szaleństwa. Właśnie o dzieciaku.
Ostatnio edytowano 23 paź 2013, o 17:00 przez ZommeR, łącznie edytowano 2 razy
Avatar użytkownika
ZommeR
Reżyser
Aktorzy
Dialogista
 
Posty: 37
Dołączył(a): 24 lip 2013, o 20:42
Mikrofon: Samson C01U

Re: "Dzieciak" - Z cyklu zommer udaje, że umie pisać

Postprzez Exar-kun » 18 paź 2013, o 17:31

Fajny pomysł :)
Pozdr.

ps. "bledszy*"
Exar-kun
 

Re: "Dzieciak" - Z cyklu zommer udaje, że umie pisać

Postprzez ZommeR » 18 paź 2013, o 17:42

Dzięki. Poprawione.
Avatar użytkownika
ZommeR
Reżyser
Aktorzy
Dialogista
 
Posty: 37
Dołączył(a): 24 lip 2013, o 20:42
Mikrofon: Samson C01U

Re: "Dzieciak" - Z cyklu zommer udaje, że umie pisać

Postprzez Goyaa » 18 paź 2013, o 19:38

Powtórzenia, przecinki, takie tam. Mówiłam już c:
"Wierzyć, że jest się wspaniałym i stopniowo przekonywać
się, że nie jest się wspaniałym.
Starczy roboty na jedno ludzkie życie."
Avatar użytkownika
Goyaa
Administrator
Aktorzy
Reżyser
Dialogista
Beta Tester
 
Posty: 532
Dołączył(a): 4 sie 2012, o 18:26
Lokalizacja: Poznań
Mikrofon: Blue Snowball

Re: "Dzieciak" - Z cyklu zommer udaje, że umie pisać

Postprzez Tomcze » 20 paź 2013, o 19:26

Nie wiem za bardzo jak to ocenić
Zommer gadający z kotem. Tak to widzę xD
obudź mnie gdzieś o 11 albo 12 - jak najbardziej :D
Bezimienni bohaterowie zawsze spoko xD
Myślę, że ogólnie jest oki, ale pisz sobie dalej ;)

Nieubłaganie, a nie nieubłagalnie
było by razem

Wcześniej też były jakieś błędy, ale już zapomniałem :D

Idiota
Ojciec Lii
Nocny Stróż
Jestę Wampirę
Miłośnik Baranka
Amator Anastemafilii
Ścieżkorób na zlecenie
Pożeracz Sucharów Goyi
Avatar użytkownika
Tomcze
Dźwiękowiec
Aktorzy
Dialogista
Murzyn
Reżyser
 
Posty: 304
Dołączył(a): 6 paź 2012, o 11:56
Mikrofon: MXL PRO-1B USB

Re: "Dzieciak" - Z cyklu zommer udaje, że umie pisać

Postprzez BOOM! » 20 paź 2013, o 21:14

No to tak: Dialogi przydałoby się rozdzielić, kiedy są pisane ciurkiem, razem z dopiskami to jest to bardzo mylące.
Sporo błędów językowych, czy też złego ujęcia. np. "napój był robiony " przez kogo? Jeżeli przez ekspres, to "napój się parzył". No i widać, że nie uznajesz przecinków xD
Można by dopracować, ale niezły to debiut. Fabularnie trochę mnie zaciekawiłeś i chciałbym wiedzieć co byłoby dalej ;)
Obrazek
Nieziemski Kucharz!
Dyżurny aktor chłopięcy
"Boom!: Dmucha dwa na trzy sempai'e"
Natsu: "Boom...skarbnica wiedzy kulinarnej"
Avatar użytkownika
BOOM!
Administrator
Aktorzy
Beta Tester
Dialogista
Dźwiękowiec
 
Posty: 723
Dołączył(a): 4 sty 2012, o 17:31
Mikrofon: Blue Snowball

Re: "Dzieciak" - Z cyklu zommer udaje, że umie pisać

Postprzez ZommeR » 20 paź 2013, o 21:47

Przecinki to zło ot co! A tak na serio, zawsze staram się je robić tylko nigdy nie mam dobrego wyczucia kiedy je postawić i ostatecznie trzymam się... w sumie nie wiem czego xD W każdym razie myślę, że drugi rozdział pojawi się za jakiś 1-2 dni kiedy to skończę pisać trzeci.
Avatar użytkownika
ZommeR
Reżyser
Aktorzy
Dialogista
 
Posty: 37
Dołączył(a): 24 lip 2013, o 20:42
Mikrofon: Samson C01U

Re: "Dzieciak" - Z cyklu zommer udaje, że umie pisać

Postprzez ZommeR » 23 paź 2013, o 17:01

Drugi rozdział dodany, a teraz do czytania i bluzgania mnie poniżej.
Avatar użytkownika
ZommeR
Reżyser
Aktorzy
Dialogista
 
Posty: 37
Dołączył(a): 24 lip 2013, o 20:42
Mikrofon: Samson C01U

Re: "Dzieciak" - Z cyklu zommer udaje, że umie pisać

Postprzez Tomcze » 24 paź 2013, o 11:21

Całkiem spoko, ale musisz to zrobić bardziej czytelnie, a nie pisać ciągiem
-Dialog A
-Dialog B

a nie:
-Dialog A. -Dialog B

Tak jak pisał BOOM!

"...ale na samą myśl o zostawieniu go na pastwę losu zaczynał ściskać go żołądek"
Wyobraziłem sobie taki wielki żołądek ściskający tego kocura oO

Idiota
Ojciec Lii
Nocny Stróż
Jestę Wampirę
Miłośnik Baranka
Amator Anastemafilii
Ścieżkorób na zlecenie
Pożeracz Sucharów Goyi
Avatar użytkownika
Tomcze
Dźwiękowiec
Aktorzy
Dialogista
Murzyn
Reżyser
 
Posty: 304
Dołączył(a): 6 paź 2012, o 11:56
Mikrofon: MXL PRO-1B USB

Re: "Dzieciak" - Z cyklu zommer udaje, że umie pisać

Postprzez ZommeR » 24 paź 2013, o 18:35

Dziwne rzeczy ci w głowie siedzą xD
Avatar użytkownika
ZommeR
Reżyser
Aktorzy
Dialogista
 
Posty: 37
Dołączył(a): 24 lip 2013, o 20:42
Mikrofon: Samson C01U

Następna strona

phpbb31 themes

Powrót do Kącik literacki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron