KrakIce czyli opowiadanie BOOM!'a

Miejsce, gdzie każdy może się pochwalić pisanym przez siebie słowem

KrakIce czyli opowiadanie BOOM!'a

Postprzez BOOM! » 5 sie 2013, o 13:44

W tym roku odbył się konkurs "Ostatni Dzień Pary" związany z Krakonem. Dowiedziałem się o nim na 3-4 dni przed końcem, więc piane było na szybko. Tematyka Postapo lub Steampunk, ja wybrałem postapo. Akcja musiała nawiązywać miejscem do Krakowa, a samo opowiadanie nie jest za długie i w pewnym momencie się urywa ze względu na limit znaków 10 000. Serwuję wam i tak wersję nieokrojoną :D

Miłej lektury i czekam na opinie :)

KrakIce
Przebudzenie było nagłe. Bolesne i niezwykle chaotyczne. Oczy wrażliwe niczym u niemowlaka, w końcu nieużywane od tak długiego czasu zaatakowały jaskrawe pulsacje czerwonej diody alarmowej. Przenikliwy pisk syreny wprawiał mózg w nieprzyjemne drgania, a przecież i bez tego trudno było się zorientować co się dzieje. Przenikliwe, wszechogarniające zimno również nie ułatwiało trzeźwego myślenia, a każdy z nerwów krzyczał bólem jakby mając pretensje, że znów każą mu odbierać sygnały z otoczenia, a przecież sen był tak miły.
Mężczyzna uniósł dłonie, które zdawały się ważyć znacznie więcej niż powinny. Przed sobą miał szklaną taflę, a całe jego ciało otaczały miękkie poduszki. Zdał sobie sprawę że jest zamknięty w metalowej komorze.
Niespodziewane uderzenie cieplejszego powietrza zaatakowało nerwy, które już zdążyły zapomnieć czym jest ciepło. Z każdą chwilą jednak pamiętały coraz lepiej, a temperatura wciąż rosła. W komorze zrobiło się wreszcie komfortowo, mężczyzna znów poczuł się senny. Wtedy poczuł, że jego komora zmienia położenie i z pozycji horyzontalnej przesuwa się do pionu. Osuwając się na stopy poczuł jak nogi prawie uginają się pod jego ciężarem.
Początkowa dezorientacja zaczęła powoli ustępować. Komora krio-hibernacyjna. Po raz drugi wyciągnął dłonie i naprał delikatnie na szklaną pokrywę. Z sykiem powietrza uciekającego z hermetycznego pomieszczenia klapa delikatnie się uniosła. Wysiłek jak musiał w to włożyć zdawał się być nadludzki, ale to jego ciało jeszcze cały czas nie wróciło do pełni sił. Na szczęście po uniesieniu pokrywy zadziałały mechanizmy, które przesunęły ją na bok. Dźwięk oraz światło alarmowe nabrały na intensywności.
Ostrożnie stawiając kroki opuścił kabinę, która była dla niego domem przez ostatnie… No właśnie… Jak długo spał? Dlaczego?
Jego myśli wciąż spowijała mgła. Pod stopami czuł zimną posadzkę. Niepewnie podszedł do obrotowego fotela i opadł na niego ciężko. W powietrze wzbił się tuman kurzu.
Uniósł dłonie i potarł oczy, które zmuszone do intensywnej pracy zaczynały szczypać ze zmęczenia. Na policzku poczuł zimny metal. Wokół jego nadgarstka znajdowała się obręcz, a na niej wygrawerowane: KR3T-KK-17
W tej chwili była to jedyna informacja jaką o sobie posiadał. Nie pamiętał prawie nic sprzed hibernacji.
Tak więc jest Kretem. – pomyślał.
Stojący przed nim komputer nieprzerwanie wyświetlał komunikat o alarmie. Wyciągnął dłoń, aby dotknąć ekranu.
− Proszę dokonać identyfikacji głosowej, a następnie wsunąć identyfikator do czytnika – zaśpiewał melodyjny, choć wyraźnie syntezowany głos.
− KR3T-KK-17−wyrecytował odchrząkując wcześniej kilka razy zanim udało mu się zmusić struny głosowe do poprawnego działania. W odpowiedzi po lewej stronie otworzyła się okrągłą luka świecąca złowrogo czerwonym światłem. Kret wsunął dłoń ze swoją obręczą i obserwował jak laser oświetla metal czytając z niego informacje.
− Identyfikacja pomyślna. Witaj Kret Siedemnaście. – Po tych słowach ostrzeżenie zgasło, a na ekranie pojawił się cyfrowy projekt kobiecej twarzy. – Jestem Wanda. Cyfrowa Inteligencja obsługująca ten Kopiec. Cieszę się, że awaryjna procedura przebudzenia nie spowodowała twojej śmierci.
− Kopiec! Zaczynam sobie przypominać. Jesteśmy w Kopcu Kościuszki, tajnej jednostce badawczej. – mimo, że poszczególne obrazy stawały mu przed oczami nie był w stanie w pełni złożyć z nich swojej przeszłości. – Czemu zostałem awaryjnie przebudzony?
− Procedura awaryjna została uruchomiona w celu ratowania pańskiego życia. W wyniku nagłego odcięcia zasilania pozostałych szesnastu uczestników projektu zmarło w wyniku uszkodzeń kapsuł… − w tym momencie przestał słuchać i odwrócił się do swojej komory hibernacyjnej. Obok niej w rzędzie stało kilkanaście stalowych trumien.
Teraz już nie obudzą się ze swego snu. – pomyślał ze smutkiem
− …najszybciej założyć skafander i ewakuować.
Ostatnie słowa dotarły do niego z opóźnieniem.
− Czemu ewakuować? Co to za awaria? – zapytał wciąż mocno zdezorientowany.
− Kret Siedemnaście nalegam, aby wszelkie rozmowy przeprowadzić odłożyć na drogę do jednostki Kopiec II. Ładuję swoje oprogramowanie do skafandra, proszę się śpieszyć. – spokojny kobiecy głos nieznoszący sprzeciwu, a w który zaczęła się wkradać ponaglająca nuta wprawiał Kreta w niepokój.
Z jękiem protestu dawno nie oliwionych zawiasów otworzyła się szafa, z której wysunął się skafander. Mężczyzna przyjrzał się uważnie grubemu materiałowi. Jego nagie ciało wzdrygnęło się od nieprzyjemnego zimnego powiewu.
Nie powinno być przeciągu. Nie w we wnętrzu Kopca. Powietrze przeszyło głębokie gardłowe warczenie. Zaskoczony Kret obrócił gwałtownie głowę, na co zastałe stawy zareagowały głośnym trzaskiem. Z dalekiego końca korytarza wpatrywały się w niego rubinowe ślepia osadzone w wielkim czarnym łbie otoczonym ogromem białej sierści. Stwór miał ponad dwa metry i stojąc w korytarzu musiał się garbić.
Przerażony mężczyzna powolnym ruchem zaczął podnosić się z krzesła i starając się nie wydawać żadnych dźwięków wyciągnął dłonie w stronę skafandra.
Stwór jednak nie czekał na prowokację z jego strony i natychmiast opadł na czworaki i w zastraszającym tempie rzucił się w jego stronę.
− Zamknąć gródź! –wrzasnął przerażony czując jak gardło nabrzmiewa krwią zmuszone do nagłego wysiłku.
Mimo, że Wanda zareagowała natychmiastowo stare mechanizmy ledwo zdołały zatrzasnąć się przed rozpędzonym potworem.
Kret odetchnął głęboko widząc, że od tego czegoś oddziela go gruba warstwa tytanu. Przynajmniej tak myślał, w momencie kiedy grube pazury wsunęły się po jego stronie drzwi między płytami i z głośnym protestem mechanizmu stawiającego opór zaczęły być otwierane.
Adrenalina uderzyła w jego żyłach kiedy złapał za skafander i zakładając w pośpiechu jedynie rękawy zaczął wstukiwać w naramiennej konsoli polecenie przesterowania mocy do grodzi.
Potężna łapa o białym futrze i długich zakrzywionych pazurach już w całości znajdowała się w pomieszczeniu hibernacyjnym, a w powstałej szczelinie pojawiła się krótka czarna paszcza wypełniona rzędem pożółkłych zębów, których ostrości nie miał ochoty sprawdzać. Wydobywał się z niej głęboki ryk przypominający szakala.
Mimo przekazania pełnej mocy mechanizm nie był w stanie zatrzymać potwora, a jedynie go spowolnić, na co potwór zareagował wściekłym ujadaniem, które memu towarzyszyły rozbryzgi gęstej śliny.
To w tamtej chwili Kret wycelował niewielkim lasem zamontowanym w dolnej części rękawa wprost we wlepione w niego czerwone oko. Laser miał być awaryjnym narzędziem i nie miał służyć do obrony, ale nastawiony na największą moc i precyzyjnie wycelowany wystarczył, aby zranić i zdezorientować stwora. Wybuchła istna kakofonia dźwięków: wycie zranionego zwierzęcia, trzask pękających kości, metaliczne uderzenie o siebie tytanowych skrzydeł i zwieńczające je głuche plaśnięcie odciętej łapy.
Potem zapadła cisza. Na podłogę wylewała się szmaragdowa krew farbując białe futro pokrywające odciętą kończynę. Kret odetchnął głęboko czując kłucie w kołaczącym się po jego piersi sercu.
Brzęczenie informujące o przychodzącej wiadomości rozległo się gdy tylko zarzucił kaptur skafandra na głowę. Odebrał ją dopiero po nasunięciu na dół twarzy filtra oraz bandany. Na oczy nasunęły mu się dwa kawałki plastoszkła, służące jednocześnie jako ochrona oczu i wyświetlacz wewnętrznego komputera skafandra.
− Zakończyłam transfer danych i osobowości, Kret Siedemnaście. – Wanda miała przyjemny dla ucha głos, który prawie pozwalał uwierzyć w to, że rozmawia się z prawdziwą osobą. Obawiał się, że nie prędko usłyszy kogoś innego. – Przepraszam że tak długo to zajęło…
− Na kobiety zawsze trzeba czekać. – powiedział bardziej do siebie przypominając sobie dziewczynę, którą kiedyś znał.
− …ale musiałam odizolować naszą drogę wyjścia. Kopiec jest pełen tych stworzeń. – zrobiła krótką przerwę. – Cieszę się, że wraca ci humor, Kret Siedemnaście.
− Ty… to znaczy ja. Nie miałem… − zaczął się jąkać zaskoczony jej technicznym zaawansowaniem. Nie wiedział, że powstały już tak zaawansowane maszyny zdolne analizować ludzkie poczucie humoru.
− Wiem czym są żarty. Proszę się nie przejmować – w jej syntezowanym głosie brzmiało rozbawienie. – Czas wyruszać. Musimy jak najszybciej opuścić ten Kopiec.
− Jasne. Wyświetl proszę mapę kompleksu wraz z wyznaczoną przez ciebie bezpieczną trasą. – w odpowiedzi na lewym okularze zobaczył mapę prowadzącą do wyjścia. Czekała go długa droga przez nie lada labirynt.
− Gotowe. Musiałam wyznaczyć ścieżkę do wyjścia awaryjnego. Ze względu na uszkodzone zasilanie nie możemy skorzystać z najszybszej i jednocześnie najbardziej oczywistej drogi: używając windy. – na mapie zamigała czerwona trasa prowadząca do windy. – Zamiast tego wyznaczyłam trasę uwzględniającą krótką wizytę w hangarze. Myślę, że w drodze do Kopca II Przyda nam się mech. Odległość nie jest duża, ale okoliczności są… niesprzyjające.
− Wyjaśnisz po drodze. – zawołał Kret wybiegając drzwiami znajdującymi się naprzeciw komór hibernacyjnych.
Kombinezon będący jednocześnie egzoszkieletem wzmacnia jego mięśnie i pozwala biec szybciej, szybciej nie tylko niż byłby w stanie po tak długiej hibernacji, ale również szybciej niż byłby w stanie nawet w szczytowej formie.
Od CI dowiedział się, że cały kompleks jest zajęty przez te stwory. Dzięki przyśpieszeniu w kilka minut później stał w hangarze. Tankując bak prawie czterometrowego mecha mężczyźnie przelatywały przez głowę obrazy opustoszałych korytarzy, które musiały popaść w ruinę w przeciągu ostatnich stuleci. Przerażeniem ogarniała go myśl jak długo musiał spać. Przypominał mu się nareszcie cel dla którego wziął udział w projekcie nazwanym „KrakIce”. Pamiętał wojnę jądrową i umierającą Ziemię, drużynę, która miała za zadanie znaleźć nowy dom.
− Wiem, że bak nie jest jeszcze pełny, ale musimy już ruszać, Kret Siedemnaście. – Wanda przerwała jego rozmyślania. − Sfora wpadła na nasz trop. Trzeba już ruszać.
Kret potaknął krótko zajmując miejsce pilota w mechu. Połączenie ze skafandrem odbyło się automatycznie. Klapa się zamknęła i na jej powierzchni wyświetlił się widok z zewnętrznych kamer. Pilot włożył dłonie w okrągłe stery i wyprowadził mecha na powierzchnię. Przed oczami stanęły mu ruiny jego ukochanego miasta, prawie nic nie zostało z Krakowa.
− Wszystko pokrywa śnieg…
− To nie śnieg, Kret Siedemnaście. To radioaktywny pył, który zamarzł. – wytłumaczyła CI.
Na cyfrowym wyświetlaczu właśnie wskoczyła godzina dwunasta. W kapsule pilota rozległa się muzyka. Po policzku mężczyzny spłynęła samotna łza.
−Wróciłem…−wyszeptał.
Obrazek
Nieziemski Kucharz!
Dyżurny aktor chłopięcy
"Boom!: Dmucha dwa na trzy sempai'e"
Natsu: "Boom...skarbnica wiedzy kulinarnej"
Avatar użytkownika
BOOM!
Administrator
Aktorzy
Beta Tester
Dialogista
Dźwiękowiec
 
Posty: 723
Dołączył(a): 4 sty 2012, o 17:31
Mikrofon: Blue Snowball

phpbb31 themes

Powrót do Kącik literacki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron